#News.100
Udostępnij
Udostępnij
33

Doktor bez wyższego wykształcenia. Medyczny talent z Polski

Mateusz Hołda ma dopiero 24 lata i nie zdążył jeszcze ukończyć studiów medycznych, ale już może pochwalić się ogromnym dorobkiem naukowym. Dzięki programowi Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego zdążył napisać już doktorat na temat anatomii serca.

Mateusz jest laureatem m.in. Studenckiego Nobla, nagrody PAN i ProJuvenes. Mimo pokaźnego dorobku nie może jeszcze pracować z pacjentami: przed nim 9 egzaminów na studiach i lekarski egzamin końcowy.

(bmp)

więcej
    Napisz Komentarz

    Popularne komentarze (358)

    ~marzan : Zwykle niezbędnym warunkiem do robienia doktoratu jest uzyskanie tytułu magistra. Gdyby z tego wymogu zrezygnować, to śmiem twierdzić - bo znam takie przypadki - że doktorami zostawaliby i licealiści, ba, niejeden łebski i pracowity gimnazjalista by się załapał. Choć faktycznie, nie byłby to doktorat z kardiologii, bo to jedna z dziedzin mocno ścisłych, gdzie bazuje się na piramidzie wiedzy i bez znajomości tych rzeczy prostych, z dołu, nie dotrze się do czubka piramidy. Ale jak powiadam: są takie tematy prac doktorskich, z którymi poradzi sobie i chętny do roboty amator, mając dość blade pojęcie o ogólnej dyscyplinie. Co bowiem powiecie o doktorze nauk medycznych, doktoryzującym się w temacie "opieka medyczna w mieście L w drugiej połowie XIX wieku"?
    3 maja 09:39 | ocena: 89%
    Liczba głosów:274
    89%
    100%
    Zgłoś oceń: -1 +1
    ~60+ : Na studiach politechnicznych w latach 70-tych za wrednej komuny uczyłem się podstaw konstrukcji maszyn korzystając z podręczników profesora magistra inżyniera Witolda Korewy.
    Tak - facet był profesorem, a nie miał po drodze awansu tytułu doktora, ani habilitacji.
    Te książki są jeszcze dostępne na Allegro.
    Konstrukcje obliczone i wybudowane na podstawie jego podręcznika stoją do dzisiaj, co widzę jadąc przez moje miasteczko.
    3 maja 08:41 | ocena: 96%
    Liczba głosów:269
    96%
    100%
    Zgłoś oceń: -1 +1
    ~lewy czerwcowy do ~emeryt: Coś ci się trochę pomyliło albo pamięć zawodzi. Jak młodziak kończył zawodówkę zakładową wcale nie musiał po ukończeniu szkoły pracować w tym zakładzie, prowadzącym szkołę. W przypadku gdy nie chciał pracować w tym zakładzie wcale nie musiał oddawać żadnych pieniędzy, bo to co zarobił na praktykach było po prostu wynagrodzeniem za pracę. W praktyce w latach np. 70-tych szkoły przyzakładowe prowadziły dobrze prosperujące, duże zakłady - dla przykładu podam tylko zakłady Ursus. Warunki płacowe dla młodego pracownika były tam na tyle dobre, że po zawodówce Ursusa mało kto nie podejmował tam pracy. Niemniej część ze szkoły Ursusa szła pracować np. do Waryńskiego albo Nowotki (PZL Wola) i nie musieli Ursusowi nic oddawać.
    3 maja 12:26 | ocena: 97%
    Liczba głosów:86
    97%
    100%
    Zgłoś oceń: -1 +1
    Pokaż więcej komentarzy