#News
Udostępnij
Udostępnij
0
Umieść na stronie

Paweł Potoroczyn: tego jeszcze nie było

MSZ stworzyło listę ludzi kultury, których warto zapraszać za granicę. - Jednym z sukcesów środowiska kultury było to, że władzy udało się wyperswadować kuratorskie ambicje. One szkodzą i kulturze, i władzy - mówił były dyrektor Instytutu Adama Mickiewicza. Potoroczyn dodał, że publiczność, o której uwagę zabiega dyplomacja kulturalna, to ludzie "całkowicie immunizowani na propagandę". - Kiedy wyczują cień agendy politycznej, zmienią kanał, wyrzucą gazetę - tłumaczył.

więcej
    Napisz Komentarz

    Popularne komentarze (64)

    ~marzan : Pozwolę się nie zgodzić w temacie, że popyt na artystów jest taki sam z siebie i nie trzeba reklamować za granicą obecnych pupilów władzy. Guzik prawda - to reklama czyni dziś artystę popularnym. Jasne, że gdy zainwestować forsę w totalne zero, to co prawda zero sprzeda dużo powiedzmy książek, ale w końcu utknie, bo w kontrze do reklamy pójdą negatywne recenzje a nawet jeśli i te się w ramach reklamy wygasi w zarodku, zamawiając u krytyków recenzje pozytywne (zwykle się daje to robić) to sami czytelnicy drugiego dzieła takiego "miszcza" nie kupią. Ale to nie zmienia faktu, że po takim wykreowanym reklamą "sukcesie" debiutu, zawsze się potem znajdzie sporo osób, które debiutu nie czytały, więc omamione napisem "kolejny hit twórcy bestselleru.." kupią jednak bubla nr 2 i znów będzie to jako taki bestseller.
    Tymczasem w masie dziesiątek tysięcy nowych tytułów te faktycznie wybitne i dobre, o ile ich nikt nie reklamuje, mają ogromną szansę nigdy nie zaistnieć w świadomości czytelników. No bo niby jak? Wchodzisz do księgarni, widzisz tysiąc tytułów, stać cię na te kilkanaście książek rocznie... Igła w stogu siana, taki ominięty przez reklamę potencjalny hit. Nie wiesz, że zaistniał na rynku, nikt o nim nie napisze, bo piszący mają ograniczoną pulę dostępu do mediów i jest ona w całości zablokowana przez te książki, które zyskały sponsora i pieniądze na reklamę. Inne nie istnieją. Dawniej załatwiała im popularność tzw reklama szeptana - ale to mogło działać w PRL, gdy do księgarni docierało 100 czy 200 sensownych tytułów na rok. Dziś to są tysiące. Znajomi nam nie polecą wielu kopciuszków, bo im też one w ręce nie wpadły.
    Tak że wypada się uśmiać nad tezą speca od kultury, który próbuje nam wmawiać, że promocja nie jest najważniejsza.
    Jest. Niestety jest.
    12 sty 10:50 | ocena: 57%
    Liczba głosów:28
    57%
    100%
    Zgłoś oceń: -1 +1
    ~Mag : No nie wiem... 'lista ludzi kultury'? Może należy dodać przedrostek anty-? Trzeba być niezłym komunistycznym młotem, by wpaść na pomysł takiej listy. No cóž, a w jakiej Polsce żyjemy? Tylko w kolorze czarnym. Smutna ta nasza Polska.
    12 sty 11:27 | ocena: 92%
    Liczba głosów:26
    92%
    100%
    Zgłoś oceń: -1 +1
    ~Pis : Zapraszanie ludzi to coś innego niż wydelegowanie których można zparaszać. Nasza władza się trochę zagubiła prawie w każdej dziedzinie .
    Mamy to co chcieliśmy .
    12 sty 10:53 | ocena: 89%
    Liczba głosów:78
    89%
    100%
    Zgłoś oceń: -1 +1
    Pokaż więcej komentarzy