#Polityka.100
Udostępnij
Udostępnij
0

Jak doszło do katastrofy w Smoleńsku? Symulacja ostatniego lotu tupolewa

10 kwietnia 2010 roku na lotnisku pod Smoleńskiem rozbił się prezydencki samolot Tu-154. W katastrofie zginęło 96 osób - w tym para prezydencka, ostatni prezydent Polski na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski oraz wszyscy najważniejsi dowódcy wojskowi.

Według ustaleń komisji Jerzego Millera, jest co najmniej kilka przyczyn tragedii na lotnisku Siewiernyj: zejście samolotu poniżej minimalnej wysokości zniżania, złe warunki atmosferyczne, brak reakcji załogi na komunikaty bezpieczeństwa, spóźniona próba odejścia na drugi krąg oraz zaniedbania rosyjskich kontrolerów lotu.

Samolot z polską delegacją wystartował z warszawskiego Okęcia z niewielkim opóźnieniem o 7:27 czasu polskiego. Wieża kontroli w Mińsku informowała załogę o gęstej mgle w okolicach lotniska Smoleńsk Północny. Według tamtych informacji widzialność sięgała jedynie 400 metrów, podczas gdy minimalna dopuszczalna to 1500 metrów. Później załoga samolotu, który chwilę wcześniej wylądował w Smoleńsku informował załogę Tu-154, że widzialność jest ograniczona nawet do 200 metrów.

Jednak pomimo tych ostrzeżeń załoga zdecydowała się na próbne podejście do lądowania. 1099 metrów od progu pasa samolot uderzył w drzewo. Ponad dwieście metrów dalej zderzył się z brzozą, która pozbawiła go 1/3 długości lewego skrzydła.

700 metrów przed pasem lądowiska Tu-154 uderzył w ziemię. Wszystkie osoby będące na pokładzie zginęły na miejscu.

więcej
    Napisz Komentarz

    Popularne komentarze (1295)

    edwards : Jak doszło do katastrofy, wyjaśniałem to w 2011 roku.
    27 styczeń 2011

    Katastrofa smoleńska-dlaczego doszło.

    Jak przeanalizujemy zapisy rozmów i wszystkie okoliczności z tym związane wyłania się prawdziwy obraz katastrofy.
    Fakty: wiemy że pilot wiedział o warunkach pogodowych tak o pilotów Jaka, jak i z wieży kontrolnej. Wiedział również że Jakowi „udało się wylądować, wiedział również że nie udało się lądować Iłowi i odleciał. Wiedział jak ważna dla Prezydenta Lecha Kaczyńskiego jest ta wizyta i z czym się wiąże odmowa wykonania lotu.. Miał doświadczenia z Gruzji. W lotnictwie cywilnym pilot nie miał by żadnych dylematów w tej sprawie i podjęta była by decyzja lotu na inne lotnisko. W tym przypadku taka decyzja nie wchodziła w rachubę, źle skończy by się to dla załogi, a na pewno dla Protasiuka, znając Prezydenta . Dokonano wbrew procedurom próbnego nalotu , miało to za zadanie udowodnić, że nie można wylądować w takich warunkach, próba musiała być podjęta wbrew logice, myślę że gen. Błasik o tym wiedział również. Że gen Błasik robił naciski , to dla mnie nie ulega wątpliwości, bo to zrobił na lotnisku w Warszawie, jednak nie oceniałbym źle jego obecność w kabinie w ostatniej fazie lotu(obecność alkoholu nie ma znaczenia), mój punkt rozumowania jest nieco inny.. Protasiuk wiedział doskonale, że to lądowanie jest niemożliwe i dlatego obecność Błasika w kabinie była mu na rękę, by ktoś godny zaufania mógł potwierdzić, że nie było innej możliwości niż tej co zrobił. Moim zdaniem lądowania wcale miało nie być i nie było, dlatego nie ważne było, czy są na odpowiedniej wysokości i na ścieżce, nie potwierdzali wysokości bo to ich nie interesowało, wieża była kwiatkiem do kożucha, dlatego ją ignorowali. Dokonano mistyfikacji próby lądowania, celem zamydlenia oczy Pierwszemu. Wszystko było pod kontrolą do feralnej decyzji „odchodzimy”. Ty popełnili fatalny w skutkach błąd, szkolny błąd, błąd na kilka sekund który spowodował katastrofę. Nalot na lotnisko na autopilocie i próba odejścia również na autopilocie były niemożliwe. Nim się połapali, że to błąd było już za późno. Potwierdzeniem powyższego będzie próba nalotu drugim samolotem. Myślę, że katastrofa była skutkiem braku doświadczenia i treningu na symulatorze różnych warunków lądowań, była to katastrofa bez żadnych podtekstów jak niektórzy próbują dowodzić, wymuszony błąd w sztuce pilotażu, dlaczego wymuszony, bo nie mieli innego wyjścia jak tylko podjąć próbę wbrew logice. Myślę, że najbardziej winni są ci którzy wymusili na pilotach takie, a nie inne postępowanie, ci którzy wywierali psychiczny nacisk na pilotów, gdyby nie to, nie było by tego lotu i łamania procedur żeby się wybronić od tchórzostwa.
    Podsumowując: bezpośredni wpływ na katastrofę, i tylko to, miał szkolny błąd pilotów, kilku sekundowe rozluźnienie uwagi w miarę dobrze przemyślanych i wykonanych poprzednich czynnościach.
    Pośrednio i moralnie zawinili: Pan Prezydent Lech Kaczyński za niepodjęcie o odpowiednim czasie decyzji, oraz incydent Gruziński, który rozdmuchany przez Gosiewskiego i Karskiego, spowodował odsunięcie pilota od latania i nazwanie go tchórzem, to miało ogromny wpływ na podejmowanie decyzji przez Protasiuka. Gen. Błasik zdając sobie sprawę z warunków panujących na lotnisku i mając bezpośredni wpływ na pilotów, na dopuszczeniu do sytuacji zagrożenia życia i zdrowia, jak również na braku decyzji o odlocie na lotnisko zapasowe znacznie wcześniej , to znaczy bez próbnego podejścia i przeciwstawienie się Pierwszemu.

    Rozwinięcie:
    1.Dlaczego lądowanie było niemożliwe wszyscy wiemy, ale przypominam, że warunki pogodowe wykluczały bezpieczne lądowanie.
    2. Czy lądowanie miało sens, zwracam uwagę że każde działanie ma zawsze jakiś sens. W tym przypadku lądowanie nie miało sensu i to z prostego powodu, dokładnie z takiego samego jak np. lądowanie w Moskwie, ano brak środków transportu z lotniska do Katynia, przypominam, że Ił przewożący środki transportu nie wylądował, zorganizowanie transportu było niemożliwe, żeby zdążyć na uroczystości. Myślę że wiedział o tym Błasik, Kazana i piloci, nie wiem czy poinformowano o tym Pierwszego, ale myślę że nie, bo by była awantura, a w stenogramach jest zapis że nie ma decyzji Pierwszego, dlatego rozumuje że nie wiedział.
    Dlatego ułożono plan fikcyjnej próby podejścia do lądowania i nie lądować z powodu złych warunków atmosferycznych, siła wyższa i nikt do nikogo nie ma pretensji.
    3. I tu następuje ciąg logicznych zdarzeń:
    Wysokościomierz baryczny i radiowysokościomierz
    Dlaczego nie korzystali z wysokościomierza barycznego, z prostej przyczyny, bo nie był im potrzebny, gdyby zamierzali lądować byłby konieczny, był to drobny błąd nie przynoszący żadnych skutków, podkreślam żadnych skutków, uzasadniam niżej.
    Radiowysokościomierz, dawał im położenie faktyczne samolotu względem ziemi i to było dla nich miarodajne, mówi się o głębokim jarze, to nie jest tak, przewyższenie lotniska względem jaru wynosi około 45m, więc jeśli komenda „odchodzimy” pada na 100 m, to jest jeszcze zapas wysokości na odejście, miedzy innymi dlatego nalot wykonano na większej prędkości co w raportach uznano jako błąd, a to było zamierzone działanie, żeby szybciej odejście, znawcy tematu wiedza że większa prędkość to skuteczniejsze manewry. Próba lądowania na takiej prędkości schodzenia, również zakończyła by się katastrofą, nie byli głupcami.
    Jest zarzut, ze nie potwierdzali wysokości do wierzy, bo to ich nie interesowało, nie zamierzali lądować i czy są na ścieżce i na kursie również nie miało znaczenia.
    Wszystko przebiegało zgodnie z zamierzonym działaniem, mimo ze system ostrzegał, lekceważyli to bo, wiedzieli co robią.
    Krytyczny moment nastąpił po nieszczęsnej komendzie „Odchodzimy”, tu nastąpił jeden jedyny błąd, tragiczny w skutkach. Nalot wykonywali na autopilocie i próba odejścia na autopilocie musiała skończyć się tragicznie, paro sekundowe rozluźnienie uwagi, mamy wszystko poza sobą, nareszcie odchodzimy. Gdyby sterowali ręcznie, przy tej prędkości siła nośna jest znacznie większa, po prostu swobodnie poszli by w górę.
    Myślę że o tych manewrach musiał wiedzieć Błasik, bądź co bądź był pilotem, gdy by to wszystko wyszło, i piloci i Gen. Błasik mieli wytłumaczenie dlaczego nie wylądowali i ten manewr nie ujrzał by światła dziennego. Może później ktoś by dociekał, co by było, gdyby wylądowali, to czym dostali by się do Katynia.
    TO LĄDOWANIE NIE MIAŁO ŻADNEGO LOGICZNEGO SENSU.
    Uzupełniam 31.07.2011. Jeśli prawdą jest, że Gen. Błasik kontrolował wysokościomierz baryczny, to powyższa wersja staje się w 100% prawdziwa. Utwierdza mnie to w przekonaniu, że wiedział o zamiarach pilotów, był spokojny o podejście, nie zwracał również uwagi na ostrzeżenia systemu, nie przewidział tylko jednego, jak i piloci, że nie odejdą w automacie i to był jedyny błąd.
    Niech ktoś to podważy.

    10 kwi 22:12 | ocena: 100%
    Liczba głosów:10
    100%
    100%
    Zgłoś oceń: -1 +1
    ~Jolka-pilot do ~nie jestem wyznawcą zamachu !!!: Dokładnie 2 fragmenty: kawałek powierzchni klapy zaskrzydłowej i siłownik je wysuwający. Fragment jest wielkości paczki papierosów, a siłownik , wielkości małej butelki coca-coli. Gdybyś analizował stenogram, to przeczytał byś o tym, że 10 sekund przed zderzeniem z ziemią słychać odgłosy przemieszczający się elementów. Gdybyś analizował zapisy z QAR, to 10 sekund przed zderzeniem, samolot wpadł w pierwsze drzewa, a 2-gi pilot już wtedy krzyczał "20 metrów". Zapisy QAR, zdjęcie z naniesionymi szczątkami i tymi dwoma, stenogram, znajdziesz również w raporcie Millera w Załącznikach do raportu. Gdybyś na mapie cofnął się od miejsca zderzenia z ziemia na około 700m to byś te zniszczone drzewa również zobaczył na zdjęciach w raporcie Millera. Gdyby był jakiś wybuch, to prędkość rozchodzenia się fali uderzeniowej spowodowała by kołowe rozrzucenie szczątków, nie dwóch, a kilkuset !
    10 kwi 13:11 | ocena: 79%
    Liczba głosów:173
    79%
    100%
    Zgłoś oceń: -1 +1
    ~WM do ~jinx: Mieli prawo podejść do lotu na 100 metrów, a w wojsku praktykowano schodzenie do 80. Odejście z tej wysokości dużą maszyną nie powoduje zrazu zaprzestanie zniżania, a jedynie jego spowolnienie, dopiero nieco potem odbijał w górę. Polski samolot jednak leciał na radiowysokościomierzu, bo się chyba przyzwyczaili z Okęciem, gdzie płasko. A w Smoleńsku był jar : 60 m. 80 metrów - myśleli, a byli tylko 20 m nad poziomem pasa. A samolot dalej schodził w dół, zresztą za bardzo, za duża prędkość zniżania. No gdy się lata poniżej poziomu pasa lotniska...
    System TAWS w polskich Tupolewach był cyfrowym zachodnim dodatkiem do radzieckiej "tiechniki", w tym przypadku nic nie pomagał, a jedynie denerwował pilotów. Obejrzyj sobie, bo jest w necie "Lądowanie Tu-154M 7.04.2010". ten sam nasz 101, to samo lotnisko. Żaden TAWS nie był potrzebny (choć musiał im "wyć"), a Ruskie u siebie przez dziesięciolecia na setkach lotnisk lądowali i lądują tymi Tutkami bez "nikakich Tawsow". To MON tak wymodził, zamiast kupić nowe samoloty, to do starych dołożono zachodnią elektronikę, tylko 2 miesiące przed kwietniowymi lotami w 2010 nie wydano 4 tys. USD, aby producent TAWS-a opracował poprawkę, a ktoś z USA przyleciał i to dograł do bazy systemu w tych dwóch maszynach. Dodam, że białoruska państwowa linia Bielavia latała w 2010 i potem nad Polską Tupolewem Tu-154M do Europy Zachodniej, chyba do 2015. Zero wpadek.
    10 kwi 14:22 | ocena: 86%
    Liczba głosów:91
    86%
    100%
    Zgłoś oceń: -1 +1
    Pokaż więcej komentarzy