#Rozrywka.100
Udostępnij
Udostępnij
35

Michael Caine: moje dni są policzone

"Wiem, że moje dni są policzone i jest to moje główne zmartwienie" - przyznał otwarcie Michael Caine w rozmowie z "The Sun". 84-letni aktor doskonale wie, że stan jego zdrowia jest coraz gorszy. "Boję się, ze umrę na raka" - wyznaje.

więcej
    Napisz Komentarz

    Popularne komentarze (183)

    ~Teresa : Ale dlaczego 84-latek, boi się, że umrze? Nie rozumiem. I nie piszę z ironią, i ani mi w głowie złośliwości. Pytam całkiem serio.
    Czy w wieku 84 lat można się jeszcze kurczowo trzymać życia? Czy w takim wieku nie ma się już za sobą spełnionych marzeń, różnych ważnych dokonań, albo przeciwnie - nie ma się już za sobą błędów, grzechów, krzywd, które miało się czas naprawić? Czy w tym wieku ma się jeszcze na tej ziemi ludzi, którym nasza śmierć zniszczy życie, np. małe dzieci, potrzebujące opieki albo starzy rodzice, też takiej opieki wymagający?

    Ja rozumiem, że zostają ludzie, którzy kochają, którzy będą tęsknić - ale to oni najwyżej mogą się bać takiej śmierci "swojego" 84-latka, a nie on sam.
    Ja rozumiem też, że ciągle można mieć apetyt na życie - no to trzeba żyć, na ile jeszcze można, ile się da, ciesząc się każdym dniem. I tyle. A nie trwać w strachu przed czymś, co czeka każdego z nas, a szczególnie w takim mocno starszym już wieku. I marnować ten pozostały czas na martwienie się o to, ile mi jeszcze czasu zostało.
    Znałam pewnego człowieka, zmarł niedawno w wieku 93 lat, prawie do końca sprawny (chodził tylko o laseczce, zresztą od jakichś 2-3 lat przed śmiercią), oczy całkiem dobre, widział dobrze z daleka bez okularów, z bliska czytał lepiej niż ja, miał werwę, walczył o rózne sprawy społeczne 9we wspólnocie mieszkaniowej), ale dziwiło mnie, że nigdy nie chciał rozmawiać o śmierci. i nie to, że się jej nie bał, przeciwnie, na przypadkowo poruszony temat umierania (np. przy okazji informacji o śmierci i pogrzebie kogoś z okolicy) wpadłą jakby w panikę, zmieniał temat, tak to wyglądało, jakby chciała "zaczarować" rzeczywistość. Jak dziecko, które zamyka oczy, zakrywa je dodatkowo ręką, i myśli, że zniknęło.
    To był STRACH.
    Generalnie ludzie nie chcą umierać. Wiem, to żadne odkrycie, to banał. Ale pewność własnej śmierci to chyba jedyna rzecz na świecie, która nikomu jeszcze się nie przydarzyła, ale co do której każdy jest pewien, że jego też to spotka. Ciekawa sprawa do rozważań egzystencjalnych, dla filozofa i nie tylko.
    I w związku z tą pewnością - ludzie boją się własnej śmierci. Bać się odejścia osoby ukochanej to rzecz zrozumiała - to jak bać się, że ktoś wyjedzie daleko i nigdy go już więcej nie zobaczymy. To rodzi bolesną tęsknotę, lęk przed stratą. tak samo jak bać się, że pozostawimy na tym świecie ludzi, których los od nas jeszcze zależy.

    Ale jeśli nie ma tych dwóch powodów strachu - to dlaczego ludzie się boją WŁASNEGO odejścia?
    Jeśli człowiek nie wierzy w zycie po śmierci, to dlaczego boi się swojego zniknięcia z tej ziemi? Pzrecież jeśli TAM już nic nie ma, to i człowieka nie będzie, nie będzie żalu po skończonym istnieniu, nie będzie tęsknoty za tym, co tu pozostało, nie będzie bólu choroby, itd. Więc czego się bać?
    Chyba że to jest tylko strach przed samym momentem odchodzenia, przed bólem w chorobie - cóż, tego ja też się trochę obawiam. Ale to tak, jak bać się zastrzyku albo wyrwania zęba - wiadomo z góry, że poboli i przestanie, a potem będzie tylko lepiej, człowiek wyzdrowieje i zapomni o cierpieniu.
    A jeśli ktoś wie, że po drugiej stronie też jest życie - to tym bardziej niezrozumiałe jest dla mnie, jak można kurczowo trzymać się tego życia (oczywiście zakładając, powtarzam, że na ziemi nie zostawia się nikogo w potrzebie). Czy ludzie wierzący cierpią na jakąś schizofrenię? Albo wierzę, że życie trwa nadal, choć "tutejsze" ciało zostawiam jak zniszczone ubranie, albo jestem hipokrytą i nie wierzę, że "tam" nadal się zyje, i to żyje cudownie.

    Ja mam 55 lat, nie choruję poważnie, z moich bliskich odeszło sporo osób w niezbyt jeszzce podeszłym wieku, mam znajomy, którzy biegaja do lekarzy z każdym niepokojącym objawem, choć zawsze okazuje się, że to nic wielkiego, jakieś normalne dolegliwości, ale ciągle widze ten strach w oczach, że a nuż?... że może coś mi jest? że może jakiś rak?.. może nie pożyję długo?

    Boże drogi, jak ja tęsknię za tym życiem, które jest po drugiej stronie... Nie mam na tym świecie żadnych szczególnie wybitnych osiągnięć, raczej takie normalne, dobre, choć nie bez cierpień życie, normalna rodzina, różne "zwykłe" kłopoty, jakie mają pewnie tysiące ludzi, często coś mnie boli, i dusza, i ciało - jak to w życiu. Kocham przyrodę, zwierzęta, w miarę możłiwości pomagam ludziom swoimi obcym, nigdy się nie nudzę, uwielbiam muzykę klasyczną, mam bardzo dobre wykształcenie humanistyczne, czytam książki, kocham Jezusa, płaczę często nad kondycją MOJEGO Kościoła, który kocham nad życie, płączę nad grzechami jego niektórych członków - i UWIELBIAM ŻYCIE! Uwielbiam BOga, który mnie stworzył tak cudownie, nawet z tymi zmarszczkami, róznymi dolegliwościami, kocham świat - I TAK SIĘ CIESZĘ, ŻE JESTEM CORAZ BLIŻEJ. Bliżej celu. Spotkam Boga, spotkam tych, co już umarli, tych, których kocham, zacznie się juz życie bez końca.
    Nie jestem fantastką, twardo stąpam po ziemi. I wiem, Komu uwierzyłam.

    Ludzie, uspokójcie się. Śmierci NIE MA. Że jest, to wydaje się tylko tym, co tu pozostają, bo oni zostają bez tych, co odeszli, i najwyżej płaczą z tęsknoty - ale ten, co "umiera", żyje nadal. Życie się nie kończy, tylko ZMIENIA.

    "Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują", jak pisze św. Paweł w 1 LIście do Koryntian, rozdz.2, w.5.

    20 mar 20:55 | ocena: 100%
    Liczba głosów:352
    39%
    100%
    Zgłoś oceń: -1 +1
    ~boczek do ~Teresa: Na naszym świecie zmarło już 7 000 000 000 ludzi. Ale nikt jeszcze nie dał oznak życie z tamtej strony. Ale wierzyć w życie po życiu można. To nawet nic nie kosztuje. A często pomaga w rozpaczy. Aczkolwiek są tacy, co zaciskają zęby i idą umierają bez czarowania siebie i innych. Nikt nic nie musi w obliczu śmierci. Każdy sam będzie przechodził. Więc pocieszenie tylko dla tych, którzy nie potrafią inaczej.
    20 mar 21:17 | ocena: 78%
    Liczba głosów:108
    78%
    100%
    Zgłoś oceń: -1 +1
    ~zwykły on do ~Teresa: Proszę mnie źle nie zrozumieć ale co mają powiedzieć ludzie którzy marzą by dożyć do 40tki czy 50tki.?Ja marzę by pożyć jeszcze choć z kilka lat.Proszę Boga o to codziennie bym mógł bez bólu dożyć do 60tki (4lata) .Nie marze o 80.Dopadł mnie też ze skrzypcami i nic na to nie poradzę.Żal mi tylko dzieci które też choruj na raka.Ja ju swoje 5 minut miałem.
    20 mar 21:13 | ocena: 88%
    Liczba głosów:117
    88%
    100%
    Zgłoś oceń: -1 +1
    Pokaż więcej komentarzy